Piotr Stachnik, Kraków pełen konspiracji – Pamięci konspiratorów krakowskiego Kedywu AK

Pamięci konspiratorów krakowskiego Kedywu AK

Strona główna Czytelnia Osoby Szare Szeregi

Piotr Stachnik, Kraków pełen konspiracji


Z Pamięci konspiratorów krakowskiego Kedywu AK

Dziennik Polski 11.07.2009.



Spis treści

Rola krakowskiego podziemia okupacyjnego nie jest dziś odpowiednio wyeksponowana.

Nie ma np. całościowej monografii konspiracji pod Wawelem.

To była drobiazgowo opracowana akcja, przeprowadzona według najlepszych konspiracyjnych wzorów. Przygotowania do niej trwały od dobrych kilku miesięcy. Cierpliwie sprawdzano teren, możliwości podejścia do figuranta, zwyczaje jego i otoczenia. Rozpatrywano warianty przebiegu operacji, dostosowując je do zmieniających się okoliczności. Bezpośredni wykonawcy – elitarna jednostka specjalizująca się w tego typu zadaniach - zostali ściągnięci z innego miasta, podobnie pojazdy i broń. Zabezpieczono alternatywne drogi ucieczki, punkty sanitarne i transport. Sprawy nie ułatwiał fakt, że rozpracowywany obiekt do pewnego stopnia spodziewał się akcji i robił wszystko, by ją uniemożliwić, a w każdym razie utrudnić. Mimo wszystko operacja rokowała duże nadzieje i wydawało się, że całość pójdzie zgodnie z planem. Niestety, nie poszła.

Dokładnie 65 lat temu, 11 lipca 1944 r., grupa bojowa z warszawskiego batalionu AK „Parasol” dokonała w Krakowie zamachu na Wilhelma Koppego, Wyższego Dowódcę SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie, sekretarza stanu w niemieckim rządzie Generalnego Gubernatorstwa. Działalność Koppego w GG to stosowany na szeroką skalę terror państwowy, bezwzględne represje i masowe zbrodnie na Polakach i Żydach, a także wprowadzanie coraz większych sił do walki z podziemiem. Wszystko to sprawiło, że Kierownictwo Walki Podziemnej podjęło decyzję o wciągnięciu hitlerowskiego funkcjonariusza na listę osób przeznaczonych do likwidacji. Z kolei rosnąca zaciekłość Koppego w walce z polskim społeczeństwem i konspiracją zaskutkowała rozkazem Komendy Głównej AK o natychmiastowym jego usunięciu.


Jedyny taki oddział

Do wykonania zadania wyznaczono doświadczoną grupę z oddziału dyspozycyjnego AK „Parasol”, dowodzoną przez Stanisława Leopolda ps. „Rafał”. Członkowie „Parasola” mieli już za sobą co najmniej kilka akcji likwidacyjnych przeprowadzonych w Warszawie. „Przystępując do wykonania specjalnej operacji bojowej <Koppe> oddział był już wyspecjalizowany w przeprowadzaniu tego typu akcji, jako jedyny w ramach Kedywu KG AK o takiej specjalności” – napisał badacz dziejów „Parasola” Piotr Stachiewicz. Ponaddwudziestoosobowa grupa przyjechała do Krakowa na przełomie czerwca i lipca 1944 r. i wspólnie z przedstawicielami miejscowego Kedywu rozpoczęli przygotowania do przeprowadzenia zamachu i rozpoznawała teren operacji. Krakowskie struktury AK inwigilację Koppego rozpoczęły już na początku roku. Sprawdzano jego rozkład dnia, samochody, jakimi jeździł, trasy którymi przemieszczał się z Wawelu do siedziby rządu w budynku dzisiejszej Akademii Górniczo-Hutniczej, liczebność i uzbrojenie ochrony. Na tej podstawie opracowano drobiazgowy plan akcji.


Akcja na kilkadziesiąt sekund

Pierwsze dwie próby jego realizacji nie powiodły się – zarówno 5 jak i 7 lipca Koppe nieoczekiwanie zmienił trasę przejazdu. Trzeci termin ustalono na wtorek 11 lipca. Tego dnia o godz. 9.17 w specjalnym opancerzonym mercedesie Koppe wyjechał z Wawelu od strony Bernardyńskiej. Łańcuch łączniczek ustawionych w kluczowych miejscach zaczyna obserwować trasę przejazdu i przekazywać zaszyfrowane informacje o położeniu obiektu. Szarozielony wóz generała nie skręca ani w ulicę św. Gertrudy, ani w Grodzką, jedzie natomiast Podzamczem i mija Straszewskiego. Już wtedy wiadomo, że musi wjechać w ul. Powiśle, gdzie czeka na niego grupa bojowa. Tam dochodzi jednak do dwóch fatalnych wydarzeń: zespół bojowy numer dwa nie otwiera ognia do samochodu hitlerowca (jego zadaniem było ostrzelanie wozu eskorty, który tego dnia wyjątkowo się nie pojawił), a próba zablokowania mercedesa dwoma ciężarówkami nie udaje się. Kierowca Koppego objeżdża blokadę i dodaje gazu. W jego kierunku strzelają bojowcy z innych zespołów, a jedna z ciężarówek próbuje podjąć pościg. Niestety dwunastocylindrowy mercedes szybko skręca w ul. Zwierzyniecką i oddala się w kierunku mostu. „Rafał” gwizdkiem daje sygnał do zwinięcia akcji. Grupy wskakują do samochodów, które podjeżdżają na plac Kossaka, kolumna odjeżdża ul. Retoryka. Kulminacyjna część akcji trwała kilkanaście sekund. Koppe ocalał, zginął za to towarzyszący mu oficer. Po polskiej stronie zanotowano jednego rannego. Dopiero podczas ewakuacji w kierunku Warszawy ekipa „Parasola” natknęła się najpierw na żandarmów, później na żołnierzy Wehrmachtu. W starciu poległo pięciu akowców, a czterech odniosło rany.


Wysiłek tych na zapleczu

- Zwykło się mówić, że zamach na Koppego był akcją „Parasola”. Do dziś środowisko „Batalionu” obchodzi jego rocznicę. To prawda, ale nie należy zapominać o krakowskim wkładzie w tę operację. Wszak wstępne plany zamachu, rozpoznanie terenu i całe zaplecze organizacyjne wykonane zostało przez krakowskie podziemie – mówi Janusz Baster, syn kpt. Józefa Bastera – „Raka”, szefa łączności Kedywu Krakowskiego Okręgu AK. To właśnie jego ojciec zaangażowany był w przygotowania do Akcji Koppe, to w dużej mierze na kpt. „Raku” spoczywało przeprowadzenie rozpoznania, przygotowanie punktów kontaktowych, punktów przechowywania i przekazywania broni, miejsc garażowania przywiezionych z Warszawy samochodów, zapewnienie służby sanitarnej a wreszcie kwater dla żołnierzy grupy bojowej. Punkty kontaktowe funkcjonowały m.in. przy ul. Starowiślnej 33, w kramie Sokołowskich w Sukiennicach, w cukierni przy ul. Dominikańskiej i w lokalu przy Wielopolu 6. Broń przechowywano w Bronowicach Małych u Jana Wodnickiego, przy Grzegórzeckiej 13 u Barbary Sroki, przy Krakowskiej 10 i Starowiślnej 33. Przekazywanie broni (uprzednio przeniesionej z miejsc przechowywania) odbywało się m.in. w sklepie gospodarczym Marii Krach przy ul Grodzkiej, w sklepie meblowym przy ul. Krakowskiej, u pani Długockiej przy ul. Krowoderskiej i u pani Mazurkiewiczowej przy Radziwiłłowskiej. Samochody przetrzymywano przy ul. Szlak 33, na placu Na Groblach 5 i w warsztacie naprawczym przy ul. Józefa. Członkowie grupy bojowej mieszkali m.in. w Antoniny Bormańskiej przy ul. Topolowej 6, u Mieczysława Albinowskiego przy Krakowskiej 10, u Adama Krzysiaka w Wieliczce, a także w klasztorze w Tyńcu. Jak podaje w swojej książce „Akcja Koppe” Piotr Stachiewicz, w przygotowanie zamachu zaangażowanych było około dwustu osób. – Na krótką, trwającą parę minut, akcję bojową składał się wysiłek wielu ludzi działających na zapleczu. Wysiłek mało spektakularny, ale przez to wcale nie mało ważny – podkreśla pan Janusz. W przygotowaniach do zamachu, a także w samym zamachu uczestniczyły np. młodziutkie łączniczki AK. Najmłodsza z nich, Elżbieta Dziębowska „Dewajtis”, miała piętnaście lat...


Kraków trudny do konspiracji

– Proszę też zwrócić uwagę, że konspirowanie w Krakowie było znacznie trudniejsze od konspirowania w Warszawie. Kraków był stolicą Generalnego Gubernatorstwa i z tego powodu był niezwykle mocno nasycony niemieckim wojskiem, policją, służbami bezpieczeństwa, agentami. To stosunkowo małe miasto było wręcz zapchane Niemcami, a więc warunki pracy podziemnej było znacznie trudniejsze. Bardzo często zapomina się o tym mówiąc o okresie okupacji w Krakowie – podkreśla pan Janusz. Któż dziś pamięta, że zamach na Koppego był tylko jednym z trzech spektakularnych zamachów na wysokich hitlerowskich funkcjonariuszy zorganizowanych pod Wawelem. Wcześniej usiłowano bowiem zlikwidować samego Hansa Franka, a także poprzednika Koppego na stanowisku dowódcy policji w GG – Friedricha Krügera. W tych trzech akcjach zabrakło dosłownie łutu szczęścia, by zakończyły się sukcesem. A i tak – mimo niepowodzenia - uzmysławiały one zarówno Niemcom, jak i polskiemu społeczeństwu, że coś takiego jest możliwe. Potwierdza to dr Remigiusz Kasprzycki z Muzeum AK w Krakowie: - Zamachy były bardzo trudne do przeprowadzenia, bowiem miasto było ogromnie nasycone niemieckimi oddziałami i urzędnikami. Realia krakowskiej konspiracji były zupełnie inne niż warszawskiej. W Warszawie można nawet było się poczuć swobodnym, w Krakowie czuło się natomiast cieżar okupacji. Akcje krakowskiej konspiracji rzeczywiście są dzisiaj trochę zapomniane. Mało kto pamięta np. o próbie zamachu na salonkę Hansa Franka w rejonie Szarowa w styczniu 1944 r.

Pan Janusz, choć z wykształcenia matematyk, a od dwudziestu lat zajmujący się animowaniem polityk rozwoju społeczności lokalnych i regionalnych, historią krakowskiej konspiracji bardzo się interesuje i może o niej długo opowiadać. To zapewne wpływ ojca, choć wpływ niestety nieco spóźniony. – Ojciec nie za bardzo chciał opowiadać o swoich wojennych przeżyciach. Owszem, w domu spotykali się jego znajomi z konspiracji (często byli to moi wujkowie i ciotki), ale pozostał w nich chyba konspiracyjny nawyk trzymania języka za zębami, wzmocniony powojennymi doświadczeniami. Ojciec zmarł w 1985 r. w wieku 75 lat. Dziś żałuję, że nie miałem okazji porozmawiać z nim dłużej na ten temat – stwierdza. Józef Baster, mimo że w czasie okupacji pełnił ważne funkcje w konspiracji wojskowej, nie był zawodowym żołnierzem. Przed wojną pracował jako urzędnik skarbowy. W ruch oporu zaangażował się jednak już jesienią 1939 r. zajmując się organizowaniem łączności i logistyki w Organizacji Orła Białego i Związku Odwetu (w ramach Związku Walki Zbrojnej). Później znalazł się w AK, zostając z czasem szefem łączności Kedywu w Krakowskim Okręgu AK. Pod koniec sierpnia 1944 r. został aresztowany i po przesłuchaniach wysłany do Flossenbürga, skąd udało mu się uciec. Po wojnie działał społecznie w wielu organizacjach, zajmując się pomaganiem konkretnym ludziom. Między innymi był twórcą pierwszego Klubu Seniora w Krakowie, zorganizowanego w dużym stopniu z myślą o kombatantach AK.

Pana Janusz uważa za „grzech zaniechania” to, że rola krakowskiego podziemia okupacyjnego nie jest dziś odpowiednio wyeksponowana. Nie ma np. całościowej monografii konspiracji pod Wawelem. Marzy mu się stworzenie mapy konspiracyjnych miejsc Krakowa. – Gdy czyta się Kronikę okupowanego Krakowa Wrońskiego to można dostrzec, że dosłownie co drugi dom w mieście służył jako miejsce konspiracji – wojskowej, politycznej, tajnego nauczania itd. Gdyby na mapie ówczesnego Krakowa zaznaczyć najpierw gęsto rozmieszczone siedziby niemieckich jednostek i urzędów, a potem jeszcze gęstsze punkty konspiracyjne, to taka mapa robiłaby spore wrażenie – mówi pan Janusz.


Skocz do: Strona główna Czytelnia Osoby Szare Szeregi