Pamięci konspiratorów krakowskiego Kedywu AK

Strona główna Czytelnia Osoby Szare Szeregi

Władysław Marek, Wspomnienie o "Fiołku"


Z Pamięci konspiratorów krakowskiego Kedywu AK

Władysław Marek ps. "Sęp"
[w:] Wojenne i powojenne wspomnienia żołnierzy Kedywu i Baonu Partyzanckiego „Skała”, Tom I, Wyd. Skała, 1991



Na połowie drogi między Krakowem a Krzeszowicami leży wieś Zabierzów, zamieszkała w przeważnej części przez pracowników PKP i poczty - ludzi pełnych poświecenia i patriotyzmu dla ojczyzny. W atmosferze tej wychowywana była również młodzież przez rodziców i nauczycieli ze szkoły podstawowej. Nic więc dziwnego, że we wrześniu 1939 r., tak chłopcy przygotowani przez instruktorów PW, jak i dziewczynki przygotowane jako sanitariuszki, chcieli bronić swej Ojczyzny przed najazdem Niemców.

Po zakończeniu działań bojowych, już przy końcu 1939 r. wśród młodzieży Zabierzowa rodzi się myśl działania przeciw okupantowi, myśl o działaniu wzmaga widok prawie codziennie przejeżdżającej kolumny motocyklistów hitlerowskich ochraniających przejazd z Krzeszowie do Krakowa i z powrotem, Gubernatora Franka.

W styczniu 1940 r. powstaje w Zabierzowie Związek Walki Zbrojnej (ZWZ), założony przez byłych podoficerów rezerwy, którzy powrócili do domów.

Po roku czasu, też w styczniu 1941 r., rozpoczyna się organizacja przez młodzież Zabierzowa bojowej organizacji przeznaczonej do walki z okupantem hitlerowskim, która w późniejszym czasie otrzymuje nazwę „Błyskawicy”. Do organizacji tej należą chłopcy i dziewczynki.

Do tej właśnie organizacji przyjęta została, w marca 1942 r., Klementyna Zienkiewicz otrzymując pseudonim „Fiołek”. Klimka, bo tak Ją wszyscy nazywali, urodziła się 11. lutego 1924 r. w Zabierzowie, w rodzinie pracownika kolejowego. Ojciec Jej był pomocnikiem maszynisty na PKP, matka nie pracowała, opiekowała się chorym nieuleczalnie synem, starszym od Klimki.

Od najmłodszych lat, jak Ją pamiętam - gdyż była moją sąsiadką - miała jasne blond włosy, lekko kręcone, splecione w małe warkoczyki, a później w grube, duże warkocze. Jej żywe, zawsze ruchliwe, niebieskie oczy były wiecznie uśmiechnięte, dlatego też była bardzo lubiana w gronie koleżanek i kolegów, żadna zabawa nie mogła się obyć bez Jej udziału, zawsze czekaliśmy na jej przyjście.

Mając 7 lat rozpoczęła naukę w szkole podstawowej, do której miała bardzo blisko, bo około 100 m, ukończyła ją w 1938 r. jako jedna z przodujących pod każdym względem uczennic, z wynikiem bardzo dobrym. W szkole należy do amatorskiego teatru szkolnego, bierze udział w występach szkolnych, przedstawieniach teatralnych, posiada jasny, otwarty, trochę romantyczny charakter, lubiła czytać i deklamować wiersze patriotyczne o Sobieskim, Chodkiewiczu, Kościuszce i Emilii Plater. Lubiła sport, w lecie pływała, a w zimie jeździła na łyżwach, nartach, podwórko szkolne było często boiskiem, na którym brała udział w zawodach. Ojciec Jej zmarł gdy miała kilka lat, a następnie brat, pozostała sama z matką.

Po przyjęciu Jej do organizacji wraz z innymi koleżankami uczęszcza na kurs sanitarny, zorganizowany w Zabierzowie, który prowadzi dr Bogdalski i zawodowa pielęgniarka Maria Powojowska. Wkrótce po zakończeniu kursu zostaje zorganizowana sekcja sanitariuszek w składzie: l + 5, w tym czasie organizacja należy do ZWZ pododcinek Zabierzów.

Od 1942 r. do 1943 r. „Fiołek” organizuje magazyn materiałów sanitarnych i lekarstw w specjalnie zorganizowanym schowku w Jej domu na strychu, jednocześnie bierze udział w prowadzeniu rozpoznania przygotowującym każdą akcję przeprowadzaną przez oddział „Błyskawicy”.

Od chwili aresztowania rodziny Poganów i „Błyskawicznego”, t.j. od dn. 03.07.1943 r. „Fiołek” wraz z sanitariuszkami przerodziły się w sekcję rozpoznawczo-zaopatrzeniową, gdyż zaistniała konieczność prowadzenia rozpoznania działalności żandarmerii i gestapo na terenie Zabierzowa, chodziło o to, żeby stwierdzić, czy nastąpią dalsze aresztowania pozostałych członków oddziału. Również do ich obowiązków należało zaopatrzenie oddziału, t.j. około 15-u chłopców znajdujących się w pobliskich lasach w gorącą strawę, żywność, lekarstwa i odzież. Równocześnie informowały oddział o wszystkich zamierzeniach podejmowanych przez gestapo. Rolę tę spełniały sanitariuszki „Fiołek” i „Rezeda”, gdyż pozostałe dwie musiały opuścić Zabierzów a piąta, siostra „Błyskawicznego”, była wraz z nim aresztowana. Sytuacja taka trwała przez jeden miesiąc, gdyż około 3.08.1943 r. cześć oddziału przeszła w rejon Myślenic, a reszta wróciła do domu po stwierdzeniu, że nie są zagrożeni.

Od chwili przejścia oddziału w rejon Myślenie mieszkanie „Fiołka” było pewną i bezpieczną meliną konspiracyjną, z której często korzystali członkowie oddziału przyjeżdżający do Krakowa lub Zabierzowa w sprawach związanych z działalnością konspiracyjną. Mimo, że nie była w oddziale partyzanckim, swą działalnością narażała się na represje okupanta i aresztowanie siebie i matki.

Na skutek tej działalności policja niemiecka zaczyna się interesować mieszkaniem „Fiołka”, nie mogą już korzystać z niego partyzanci „Błyskawicy”, jak również i sama „Fiołek” narażona jest na aresztowanie. Wobec tego, na początku sierpnia 1944 r. otrzymuje zadanie przejścia do oddziału partyzanckiego, znajdującego się w rejonie byłego powiatu miechowskiego, do kompanii „Huragan” wchodzącej w skład Samodzielnego Batalionu Partyzanckiego „Skała”.

Pełniąc obowiązki sanitariuszki w partyzantce „Fiołek” traktowała swoje czynności bardzo poważnie, dlatego też była lubiana przez wszystkich partyzantów kompanii i przełożonych. Każdym swym zjawieniem się wnosiła wśród kolegów nastrój spokoju, życzliwości do siebie. W postępowaniu z chorymi lub rannymi była cierpliwa i delikatna, niejednokrotnie po trudnym marszu lub potyczce z okupantem, kiedy wszyscy odpoczywali, sanitariuszka „Fiołek” ze swą torbą sanitarną zmieniała opatrunki, opatrywała otarte nogi lub szukała tabletek na chore żołądki. Ta ofiarna, niestrudzona sanitariuszka, zawsze uśmiechnięta i pogodna, nie bała się kul hitlerowskich, zjawiała się wszędzie tam, gdzie ranny potrzebował pomocy. Oprócz tego, znalazła zawsze czas na nawiązanie łączności z miejscową ludnością, niosąc jej pomoc lekarską.

11 września 1944 r., po kilkugodzinnej bitwie z oddziałami SS pod Złotym Potokiem, rannych zostało kilku partyzantów z kompanii „Huragan”, wśród nich „Lis” i „Wir”. „Fiołek”, jako sanitariuszka tego oddziału, pomaga im wyjść spod ognia broni niemieckiej, udziela pierwszej pomocy i ewakuuje ich na tyły naszych oddziałów, a następnie odwozi na meliny miejscowej terenówki.

Ponieważ zachodziła groźba, że rewizje przeprowadzane przez SS w pobliskich miejscowościach mogą odkryć meliny rannych partyzantów, należało więc umieścić ich dalej od miejsca pobytu Baonu. Tak więc „Fiołek” zabiera rannego „Lisa” - Donatowicz Józefa do swego domu do Zabierzowa. Ponieważ „Lis” ranny byt dość ciężko w piersi, przewoziła go furmanką do Częstochowy, skąd pociągiem przyjechali do Zabierzowa. Tutaj organizuje dla „Lisa” opiekę lekarską i pozostawia go pod opieką matki, a sama wraca do oddziału.

„Lis” nie mógł wrócić do Niepołomic, do rodzinnego domu, gdyż w tym czasie następowały ciągłe aresztowania w Niepołomicach. Po pobycie około 2 tygodni w domu „Fiołka” stan zdrowia „Lisa” wyraźnie się poprawia i postanawia udać się do własnego domu. „Fiołek” udaje się do Niepołomic, do domu „Lisa” i po upewnieniu się, że nic już mu nie zagraża, odwozi go pociągiem i znów wraca do oddziału aby nieść pomoc sanitarną i opiekę kolegom partyzantom w kolejnych walkach z okupantem hitlerowskim.

Dnia 5.11.1944 r. udając się wraz z siedmioma partyzantami kompanii „Błyskawica” do Krakowa, zostali zatrzymani przez patrol hitlerowski na drodze pod Pieczonogami. „Fiołek” i pozostali partyzanci byli bez broni („Alf”, „Leonidas”, „Bystry”, „Kanarek”, „Monte”, „Skowronek” i „Szpak”), zaczęli uciekać a dala od drogi w kierunku krzaków, hitlerowscy otworzyli ogień i ranili wszystkich, a nastanie przeciągnęli ich w pobliże drogi, gdzie zostali rozstrzelani strzałami w tył głowy i wrzuceni do jednego dołu.

„Fiołek”, ta delikatna, o jasnej cerze i blond włosach, niebieskich oczach dziewczyna, strzałem w tył głowy została zamordowana ręką oprawcy hitlerowskiego.

Kiedy w nocy odkopaliśmy Ich w celu pochowania oddzielnie, jak ludzi, wielu z nas miało łzy w oczach na widok tej zbrodni.

Jej jasna twarz i otwarte niebieskie oczy nie zmieniły się w ogóle, widać tylko było duży otwór wyrwany przez pocisk hitlerowskiej kuli w Jej blond włosach.

Kiedy w styczniu 1945 r., po rozwiązaniu oddziału, wróciłem do domu bardzo często przychodziła do mnie matka „Fiołka”. Zawsze musiałem opowiadać o Klimce, o Jej pobycie w oddziale, o Jej śmierci, jak wyglądała, dlaczego akuratnie wtenczas chciała iść, czy nikt nie mógł Jej obronić, i t.d., i t.d.

Trzeba zaznaczyć, że „Fiołek” była od dziecka oczkiem w głowie swych rodziców, a po śmierci ojca i brata, matka Jej żyła tylko dla Niej i z myślą o Niej.

Krótko po ekshumacji „Fiołka” na cmentarz do Zabierzowa matka Jej z żalu i tęsknoty zmarła.


Skocz do: Strona główna Czytelnia Osoby Szare Szeregi